Start » Ludzie / wywiady » Miłość wszystko wybacza Złoci jubilaci Marianna i Jerzy Dąbkowscy

Miłość wszystko wybacza Złoci jubilaci Marianna i Jerzy Dąbkowscy

Wyświetlono 103 razy

Złoci Jubilaci na uroczystości w Sali Bankietowej „Lacerta”, podczas której nasze miasto uczciło małżeństwa z długoletnim stażem   fot. Paweł Wolniewicz

 

Pomimo różnych kolei losu ich miłość trwa już ponad pół wieku, a przyczyniły się do tego: silne uczucie, wspólne zainteresowania, wyrozumiałość, umiłowanie przyrody, odpowiedzialność, umiejętność cieszenia się wspólnym życiem i wzajemna akceptacja. Znali się już w dzieciństwie. Uczęszczali do tej samej klasy Technikum Rolniczego w Szamotułach. Ich uczucie dojrzewało wraz z nimi, a koleżeństwo i przyjaźń przekształciły się z czasem w gorącą miłość, która trwa do dziś. Jak wspomina pani Marianna, nasze narzeczeństwo trwa od czasów szkolnych. Wspólne ideały, priorytety, umiejętność dostrzegania piękna przyrody i cieszenie się życiem, sprawiały, że spotykaliśmy się coraz częściej poza szkołą. Po kilku latach dorosłego narzeczeństwa, w niedzielę,10 czerwca 1966 r., w pierwsze święto Zmartwychwstania Pańskiego, stanęli przed ołtarzem kościoła pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Bytyniu pod Kaźmierzem, w powiecie szamotulskim, a ich ślub pobłogosławił ks. Stefan Bączyk (ślub cywilny odbył się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Trzciance Lubuskiej 26 marca tego samego roku). Zamieszkali w lokalu służbowym w Namysłowie w woj. opolskim (obecnie dolnośląskie). Mieszkańcami Lubonia są od 1978 r., kiedy zamieszkali przy ul. Stalingradzkiej (obecnie ul. Niepodległości) z potrzebującą stałej opieki matką pani Marianny – Wandą.

 

Jerzy Kazimierz Dąbkowski

Przyszedł na świat 4 marca 1942 r. w Górce Kościejowskiej pod Racławicami kościuszkowskimi w woj. krakowskim (obecnie małopolskie). Ojciec Edward, matka Mieczysława z d. Kostecka pracowali w swoim gospodarstwie rolnym. Kiedy Jurek miał 4 lata, kupili duże gospodarstwo w Wielkopolsce i przeprowadzili się do Kwilcza w powiecie międzychodzkim. Tam przyszli na świat dwaj jego bracia – o cztery lata młodszy Wiesław i młodszy o 7 lat Romuald. W 1949 r. Jurek rozpoczął edukację w Szkole Podstawowej w Kwilczu, tam trzy lata później przystąpił do sakramentu I Komunii Świętej. Od najmłodszych lat pomagał rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa. Zawsze miłował zwierzęta, naturę i przyrodę, które nauczyły go pokory, a jednocześnie zachwyciły i imponowały młodemu chłopcu. Dlatego też po ukończeniu szkoły podstawowej kontynuował naukę w Technikum Hodowlanym w Grzybnie, a po jego likwidacji przeniósł się do Technikum Rolniczego w Szamotułach, gdzie uczęszczał do jednej klasy z przyszłą żoną. Następnie, po zdaniu matury w 1961 r., podjął studia na Wydziale Ochrony Roślin Wyższej Szkoły Rolniczej we Wrocławiu. Po ich ukończeniu rozpoczął stypendialną pracę w Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Namysłowie, gdzie jako specjalista terenowy w zakresie wdrażania postępu rolniczego zajmował się zagadnieniami pozyskiwania pasz i prawidłowego żywienia zwierząt. Przepracował tam pięć lat, a w międzyczasie ukończył studia podyplomowe w zakresie postępu rolniczego. W latach 1971-1978 był kierownikiem gospodarstwa w Stacji Ochrony Roślin w Wojcieszycach (woj. lubuskie), gdzie pełnił nadzór nad całością produkcji, w tym zwierzęcej – bydła, trzody, owiec i drobiu. Od września 1978 r. do października 1990 r. pracował w charakterze głównego specjalisty w Wojewódzkim Związku Hodowców i Producentów Bydła w Poznaniu i zajmował się m.in. koordynacją pracy specjalistów terenowych w zakresie hodowli bydła. Przez następne sześć lat w spółce „Bovimar” świadczącej usługi dla rolnictwa odpowiadał za skup i sprzedaż bydła, po czym w roku 1996 podjął pracę w firmie „Elektromis” i jako specjalista ds. ogrodnictwa pracował w Stadninie Koni Arabskich. Od 2007 r. pan Jerzy przebywa na emeryturze i od tej pory ma więcej czasu dla rodziny i będącego jej członkiem wiernego stróża domostwa – psa Bobiego. Uwielbia pracować z żoną w przydomowym ogrodzie, który systematycznie pielęgnowany, z roku na rok jest coraz piękniejszy. Rosną w nim drzewa, krzewy oraz ponad sto gatunków kwiatów. Przed trzema laty, w swojej kategorii, ta oaza zieleni złotych jubilatów zdobyła 1. miejsce w Miejskim Konkursie „Zielony Luboń”. – Całe moje życie zawodowe przepracowałem w rolnictwie, systematycznie i skutecznie podnosząc swoje kwalifikacje, aby móc służyć innym dobrą radą i ich szkolić – powiedział pan Jerzy. – Na emeryturze mam wreszcie czas na realizowanie drugiej życiowej pasji, jaką dla mnie jest poezja. Po trzech latach wytężonej, twórczej pracy, przed rokiem wydał pierwszy tomik poezji „Utkane z marzeń”, który zadedykował żonie. Pisząc ponad 50 zawartych w nim wierszy miał nadzieję, że ich odbiorcy w dzisiejszym zabieganym świecie, na moment zatrzymają się i poddadzą chwili refleksji nad pięknem życia. Chciał również podkreślić, jak można kochać bez granic…

 

Marianna Dąbkowska (Rysia)

Złota jubilatka urodziła się 12 lutego 1942 r. w Cichostowie w woj. lubelskim (ojciec Józef Danielewski ur.10.09.1899 r., zm. 27.09.1952 r., matka Wanda z d. Malujda ur. 02.07.1907 r., zm. 10.06. 1981 r.). Ojciec Marianny przeszedł wojskowe przeszkolenie w armii pruskiej podczas I wojny światowej, po której zakończeniu przystąpił do Powstania Wielkopolskiego. Brał także udział w wojnie bolszewickiej i w 1920 r. w pułku poznańskim walczył pod Kijowem. W czasie odwrotu spod Kijowa, pod Stanisławowem został ranny w nogę (miał przestrzelony mięsień podudzia). Rana zagoiła się szybko i w sierpniu tego samego roku bronił przed bolszewicką nawałnicą Warszawy. Był ładowniczym ciężkiego karabinu maszynowego (CKM), za co został odznaczony krzyżem „Virtuti Militari”. W czasie obrony stolicy ślubował Bogu, że jeżeli przeżyje bitwę, to co roku będzie uczestniczył w odpuście ku czci Matki Boskiej w Tarnowie Podgórnym (później ślubów dochował). Uczestniczył również w kampanii wrześniowej i po przegranej bitwie nad Bzurą dostał się do niemieckiej niewoli, ale wypuszczono go z niej, ponieważ był dawnym żołnierzem armii pruskiej. Przed wojną rodzina Danielewskich żyła w gospodarstwie rolnym w Bytyniu pod Szamotułami (gospodarstwo kupił dziadek pani Marianny – Walenty Danielewski za pieniądze zarobione w kopalni węgla kamiennego w Saksonii). Tu przyszli na świat starsi bracia Marianny – Mieczysław (ur. 1936 r.) i Józef (ur. 1939 r.). Pod koniec września 1939 r. rodzinę Danielewskich wysiedlono z ojcowizny i umieszczono w obozie przesiedleńczym w Łodzi przy ul. Żeligowskiego, skąd po trzech miesiącach wywieziono do Cichostowa w woj. lubelskim. Tu przyszła na świat Marianna. Pierwsze trzy lata życia spędziła z rodziną w drewnianej, dwuizbowej chacie krytej strzechą (w jednej mieszkali, natomiast druga była dla zwierząt). Ponieważ nie mieli koni, zamiast nich chodziły w zaprzęgu i pracowały w polu dwie krowy. Wówczas przeżywali bardzo trudne chwile, zwłaszcza zimą. W sobotę, 19 marca 1945 r., po pięciu latach wysiedlenia, Danielewscy siedzieli w towarowym wagonie pociągu. Przez Warszawę, Kutno, Poznań dotarli do Kaźmierza, a stamtąd furmanką powrócili do ukochanego, rodzinnego Bytynia. Tu Marianna uczęszczała do szkoły podstawowej i przyjęła sakrament I Komunii św. W roku 1952 zmarł jej ojciec i od tego czasu gospodarstwo prowadzili już tylko z matką i braćmi. Po ukończeniu szkoły w Bytyniu, podobnie jak przyszły mąż, kontynuowała naukę w Technikum Rolniczym w Szamotułach. Po zdaniu matury kształciła się dalej i ukończyła dwuletnie studium nauczycielskie w Kaliszu. Pierwszą pracę podjęła, zgodnie z nakazem, w Trzciance Lubuskiej. Po ślubie pracowała w Zasadniczej Szkole Rolniczej w Namysłowie, później w Różankach była kierownikiem fermy drobiu, następnie objęła posadę dyrektora przedszkola w Pasterzowicach. W 1975 r. matka p. Marianny sprzedała gospodarstwo w Bytyniu i kupiła domek jednorodzinny z ogrodem przy ul. Stalingradzkiej w Luboniu. Trzy lata później z powodu pogarszającego się jej stanu zdrowia Marianna z rodziną zamieszkała z chorą matką. W tym samym roku podjęła pracę jako nauczycielka w przedszkolu przy ul Jagiełły i pracowała tam do momentu likwidacji tej placówki, po czym przeszła na wcześniejszą emeryturę. Jej podopieczni, ich rodzice i znajomi zapamiętali ją jako Rysię. Będąc na emeryturze złota jubilatka znajduje wreszcie czas na życiowe pasje, których pracując zawodowo, jednocześnie opiekując się dziećmi i matką, nie mogła realizować. Hoduje kwiaty w przydomowym ogrodzie, pielęgnuje je i z powodzeniem fotografuje. Swoje zdjęcia prezentuje na wystawach i wernisażach, m.in. w Bibliotece Miejskiej i Ośrodku Kultury. Brała również udział w XI i XII edycji Plenerowej Prezentacji „Szeroko na Wąskiej” w Mosinie. Współpracuje z domem Dziennego Pobytu „Senior Wigor” oraz prowadzi warsztaty tematyczne w lubońskich szkołach. We wszystkich tych przedsięwzięciach wspiera ją mąż. Ponadto jubilatka angażuje się w działalność w Stowarzyszeniu Społecznego Komitetu Budowy Pomnika Wypędzonych w Poznaniu (pełni funkcję sekretarza). Pani Rysia uczestniczy też w życiu parafii św. Jana Bosko. Ostatnio wraz z mężem pomagali przy upiększaniu skwerów na dziedzińcu kościoła.

 

Recepta na miłość

Złoci jubilaci zawsze uważali, że najlepszą receptą na udane pożycie małżeńskie są: tolerancja wobec partnera, wzajemne zrozumienie, dążenie do wspólnego celu i pomoc – zwłaszcza w trudnych chwilach. Ważne są również wspólne zainteresowania i umiejętność dostrzegania przez małżonków piękna otaczającego ich świata. Uważają także, że problemy są po to, by je wspólnie, z Boską pomocą rozwiązywać. Wychowali troje dzieci i mają czworo wnucząt. Najstarszy syn – Grzegorz przyszedł na świat w 1966 r. (ojciec Jakuba). Cztery lata później urodziła się Hanna (matka Piotra), natomiast w roku 1973 – Lidia (matka Klaudii i Adriana). Państwo Dąbkowscy po 50. latach wspólnego życia z nostalgią wspominają dobre i gorsze chwile, których na szczęście bywa mniej. Zawsze żyli godnie, a dopomogła im w tym najbliższa rodzina i przyjaciele, na których mogą liczyć do dziś. Cieszą się każdym, wspólnie przeżytym dniem i towarzyszy im pogoda ducha. Z niecierpliwością czekają na kolejne wiosny i pojawiające się wówczas rozkwitające pierwsze kwiaty w ogrodzie.

Szanownym Jubilatom składamy życzenia wszelkiej pomyślności i wielu jeszcze przeżytych wspólnie lat.

PAW

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *