Start » Co nowego » Marian Kaczmarek – Niezłomny

Marian Kaczmarek – Niezłomny

Wyświetlono 1 300 razy
Marian Kaczmarek w mundurze kolejarskim   fot. zbiory rodzinne Aleksandry Klupieć

Marian Kaczmarek w mundurze kolejarskim
fot. zbiory rodzinne Aleksandry Klupieć

Aleksandra Klupieć z dumą prezentuje portret ojca wręczony jej podczas uroczystości w Belwederze przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego    fot. Paweł Wolniewicz

Aleksandra Klupieć z dumą prezentuje portret ojca wręczony jej podczas uroczystości w Belwederze przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego
fot. Paweł Wolniewicz

Siedząca w pierwszym rzędzie (druga od prawej) w Pałacu Prezydenckim Aleksandra Klupieć nie kryła wzruszenia po odsłonięciu umieszczonego na sztaludze portretu ojca. Jako piąty odsłonięty został portret Danuty Siedzikówny ps. Inka, której szwagier siedział o kilka miejsc w prawo, w tym samym rzędzie    fot. zbiory rodzinne Aleksandry Klupieć

Siedząca w pierwszym rzędzie (druga od prawej) w Pałacu Prezydenckim Aleksandra Klupieć nie kryła wzruszenia po odsłonięciu umieszczonego na sztaludze portretu ojca. Jako piąty odsłonięty został portret Danuty Siedzikówny ps. Inka, której szwagier siedział o kilka miejsc w prawo, w tym samym rzędzie
fot. zbiory rodzinne Aleksandry Klupieć

Już po raz piąty 1 marca obchodzono Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, niezłomnych bohaterów podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego stawiających opór do ostatnich swoich dni. Jednym z nich jest ojciec mieszkanek naszego miasta, odnaleziony w kwaterze „Ł” na Powązkach. Niech polska ziemia utuli ich do snu

 

Niedziela, 1 marca była jednym z najważniejszych i najbardziej wzruszających dni w życiu lubonianki – Aleksandry Klupieć, która na zaproszenie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Bronisława Komorowskiego, wzięła udział w uroczystości wręczenia not identyfikacyjnych członkom rodzin ofiar terroru komunistycznego. Spotkanie w Pałacu Prezydenckim w Warszawie zorganizowano z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej (IPN).

 

Kolejarz – wywiadowca

Pani Aleksandra urodziła się i wychowała w Poznaniu, w naszym mieście mieszka od ośmiu lat. Jest córką Żołnierza Wyklętego – Mariana Kaczmarka o pseudonimie „Paweł”, maszynisty kolejowego, który był kurierem emigracyjnego ośrodka wywiadowczego w Barkhausen w zachodnich Niemczech. Urodził się 7 października 1904 r. w Kornowie, w powiecie leszczyńskim. Z wykształcenia był ślusarzem. Do 1939 r. pracował jako monter w Polskich Kolejach Państwowych (PKP) w Poznaniu. Podczas okupacji w dalszym ciągu był pracownikiem kolei. Pomógł nawet w ucieczce dwóm sowieckim jeńcom, skierowanym do pracy przy parowozach. Po zakończeniu wojny uczestniczył w odbudowie polskiego kolejnictwa w stolicy Wielkopolski. Obsługiwał pociągi osobowe jako pilot-maszynista na trasie Poznań – Frankfurt nad Odrą. Od wiosny 1949 r. do kwietnia 1952 r. był związany z ośrodkiem wywiadowczym Barkhausen, podlegającym polskim władzom emigracyjnym w Londynie. Jako kurier przewoził przez granicę między Polską a NRD osoby kierowane do niego przez ekspozyturę ośrodka w Berlinie. Transportował również i dostarczał pod wskazane adresy pocztę wywiadowczą. Jego kontaktem była Maria Ginter – kolejne ogniwo komunikacyjne pomiędzy ośrodkiem w Barkhausen.

 

„Kocioł” na Gwardii Ludowej

Ojciec pani Aleksandry został aresztowany 6 kwietnia 1952 r. przez pracowników funkcjonującego wówczas Urzędu Bezpieczeństwa (UB), w swoim poznańskim mieszkaniu. Mieszkaliśmy – wspomina pani Aleksandra – z mamą, Jadwigą z d. Krüger, starszymi braćmi – Zenonem i Zbigniewem – oraz młodszą siostrą – Marią (obecnie mieszka w Luboniu) na Wildzie przy ul. Gwardii Ludowej (obecnie Wierzbięcice) nr 14/55. W tym dniu wracała do domu z uroczystości rodzinnej u brata mamy z rodzicami i młodszą siostrą. W mieszkaniu czekali na nich starsi bracia oraz ciocia. Po wejściu doń chłopcy oznajmili ojcu, że czekają na niego jacyś panowie (później okazało się, że byli to ubrani po cywilnemu ubecy). Ojciec w ich towarzystwie udał się do sypialni, skąd po krótkiej rozmowie wyszli, a tajemniczy mężczyźni oświadczyli, że Marian Kaczmarek musi z nimi pojechać do pracy, ponieważ jest przodownikiem i niektóre sprawy trzeba niezwłocznie wyjaśnić. Młodszy syn Zbyszek chciał pojechać również i wybiegł za nimi na ulicę, gdzie stał samochód osobowy. Ojca wsadzono do auta drzwiami od strony chodnika, natomiast Zbyszkowi kazano wsiąść od strony jezdni. Zanim zdążył obejść samochód, pojazd ruszył i ślad po ojcu zaginął. Przez dwa następne tygodnie w rodzinnym mieszkaniu non stop przebywało dwóch zmieniających się ubowców, którzy urządzili w nim tzw. „kocioł”. Ktokolwiek zapukał do drzwi, był natychmiast wpuszczany i zatrzymywany. Przez ten czas zamknięto w pułapce ok. 30 osób. Na podłodze leżało pokotem grono bliskich osób. Byli wśród nich sąsiedzi i znajomi, nawet dzieci – koleżanki i koledzy z podwórka, był zatrzymany brat aresztowanego, który przeżył obóz w Oświęcimiu i w następstwie nabytych tam chorób, dostał bolesnego ataku. Wezwano karetkę pogotowia i przewieziono go do szpitala. Nikt poza nim przez 14 długich dni i nocy mieszkania nie opuścił. Nawet zaopatrzeniem w żywność zajmowali się pracownicy UB. Kiedy uwięzieni tracili nadzieję i byli coraz bardziej zdesperowani, bezwzględni ubowcy, w końcu, pod osłoną nocy kolejno ich wypuścili, grożąc przedtem konsekwencjami, jakie mogą spotkać każdego, kto „puści parę z ust” na temat tego, co się wydarzyło w mieszkaniu. Po opuszczeniu lokalu przez ubowców, rodzina natychmiast zaczęła poszukiwania aresztowanego ojca (aresztowanie było efektem wcześniejszych zatrzymań przez tajne służby sowieckie osób pracujących dla Barkhausen). Szukali go w całym Poznaniu, m.in. w szpitalach, niestety, bez skutku. Jeszcze długo wychodząc z domu, odnosili wrażenie, że są obserwowani. Po wspólnej naradzie rodzinnej Zenon i Zbigniew pojechali szukać ojca w Warszawie i tam się dowiedzieli, że przebywa w mokotowskim więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Wkrótce wybrali się tam z mamą, mając nadzieję, że będą mogli chociaż na chwilę zobaczyć się z uwięzionym tatą. Niestety, pracownicy więzienni zachowywali się w stosunku do nich nieludzko, opryskliwie i bezczelnie, wręcz potwornie, uniemożliwiając im jakikolwiek kontakt z najbliższą ich sercu osobą. Żonie przebywającego w celi bohaterskiego i niezłomnego kuriera przekazano jedyną tylko i ocenzurowaną kartkę od męża o treści: Kochana Jadziu, czy masz Serce węgiel na zimę i jak moje kochane dzieci? Całuję Was mocno Marian.

 

Proces bez obrońcy

Proces Niezłomnego został utajniony i odbywał się bez udziału obrońcy. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego (WSR) w Warszawie pod przewodnictwem por. Jerzego Godlewskiego, 7 listopada 1952 r. Marian Kaczmarek został skazany na karę śmierci. Rada Państwa decyzją z 30 marca 1953 r. nie skorzystała z prawa łaski. W związku z tym wyrok wykonano 7 kwietnia w więzieniu mokotowskim. Po 37 latach Sąd Najwyższy – Izba Wojskowa, postanowieniem z 9 listopada 1990 r., uznała za nieważny wyrok wydany w sprawie Mariana Kaczmarka przez WSR w Warszawie w listopadzie 1952 r. Niezłomnego Żołnierza zrehabilitowano, twierdząc, że działał na rzecz niepodległości Polski.

 

Obok Inki

Prócz słynnej sanitariuszki Danuty Siedzikówny ps. Inka, Instytut Pamięci Narodowej ustalił w ostatnim czasie tożsamość czterech innych polskich patriotów skazanych bezprawnie na śmierć w okresie stalinowskim. Wśród nich był także ojciec mieszkanek Lubonia Aleksandry Klupieć i Marii Tomczak. – Nikt nie przypuszczał, że doczekamy takiej sytuacji – wyznała pierwsza i ze łzami w oczach dodała – Szkoda, że tej chwili nie doczekali moja mama i zmarli bracia. Jak poinformowali pracownicy IPN, szczątki Mariana Kaczmarka odnaleziono i ekshumowano pod alejką asfaltową w kwaterze „Ł”, tzw. Kwaterze na Łączce – przy murze Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie, miejscu pochówku pomordowanych przez organy bezpieczeństwa publicznego w latach 1945-1956, m.in. w więzieniu mokotowskim. W niedzielę, 1 marca w Belwederze IPN ogłosił identyfikacje pięciu Żołnierzy Wyklętych. W uroczystości, w gronie ponad dwustu zaproszonych gości wzięła również udział Aleksandra Klupieć, której wręczono notę identyfikacyjną ojca jako ofiary terroru komunistycznego i jego portret. Pani Aleksandra przeżyła jeden z najszczęśliwszych dni w życiu i z dumą przyznała – On wrócił dziś do nas… Dodała również, że 27 września prochy jej ojca i innych Żołnierzy Niezłomnych zostaną uroczyście złożone do grobu na cmentarzu powązkowskim. W miejscu tym stanie również okolicznościowy pomnik. Lubonianka wybiera się na ten honorowy pogrzeb z rodziną, nie ukrywając wzruszenia i zadowolenia, że jej kochany ojciec zostanie pochowany w sposób godny dla bohatera i patrioty.

PAW


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *