Start » Sól w oku / listy » Siedź w domu staruchu!

Siedź w domu staruchu!

Wyświetlono 356 razy

We francuskich marketach jest taki zwyczaj, że klienci pokazują kasjerce wnętrze toreb na zakupy, aby uniknąć przykrego podejrzenia o przypadkowe, albo, co gorsza celowe, ukrycie jakiegoś towaru, w celu nie zapłacenia. Otwarcie torby załatwia wszystko. Pozwala klientowi i kasjerowi na swobodę życzliwość i uśmiech. Nikogo nie obraża i nie sprawia kłopotu. Za każdym razem, gdy widzę te powszechne ludzkie zachowania, myślę sobie, czy można by wprowadzić taki obyczaj w Polsce? Sądzę, że nie. Klient byłby oburzony, że ktoś może go podejrzewać o kradzież. Dlaczegóż miałby się „tłumaczyć”, o nic nie pytany? Nade wszystko czułby, że to jest mu uwłaczające. Kasjer, z drugiej strony, nie chciałyby być „policjantem”. Poza tym, przecież nikt mu za to nie płaci. Prosty gest, nie stawiający nikogo w trudnej sytuacji, byłby krytykowany, ośmieszany, rozważany i w końcu uznany za wysoce niewłaściwy. Tacy jesteśmy.

Siedzę w stróżówce, dziś zwanej posterunkiem ochrony. Robię to dla pieniędzy, cieszy mnie ta możliwość, choć to nie jest oszałamiający zarobek. Podnoszę szlaban przed samochodami wjeżdżającymi i wyjeżdżającymi z osiedlowego parkingu. Nie przed wszystkimi wszakże, tylko przed upoważnionymi. Wjechać mogą ci, którzy zapłacili, wykupując kartę parkingową. Jest na niej numer ewidencyjny i rejestracyjny samochodu. Wystarczy ją okazać, o czym przypomina napis na szlabanie. To proste, trzeba mieć ją w widocznym miejscu. Wielu mieszkańców osiedla rozumie tę potrzebę i nie sprawia im ona kłopotu. Ale dużej grupie odbiera poczucie „komfortu”. Nie chcą umieścić karty za szybą, w widocznym miejscu, najlepiej po prawej stronie, niezbyt głęboko i widocznie. Nie chcą też, sięgnąć po nią i pokazać. Dlaczego? Nie wiem. Uważają zapewne, że to jakoś ich ogranicza, zmusza do niechcianego zachowania. Trudno zrozumieć taką niechęć, ale skoro jest dość częsta, musi być jakaś przyczyna. O tyle jest to dziwne, że Wspólnota ustaliła, na wniosek mieszkańców, surowe przestrzeganie wpuszczania wyłącznie pojazdów upoważnionych, dla wygody samych mieszkańców. Ilość miejsc parkingowych jest ograniczona, więc restrykcje są zasadne. Tych, którzy maja kilka aut, a płacą za jedno, można jakoś zrozumieć, chcą oszukać, przepraszam zakombinować, więc mieszczą się w polskiej obyczajowości. Ale zrozumieć, nie znaczy uznać z właściwe. Jeśli ktoś chce być cwańszy od innych, to raczej nie wzbudza sympatii, choć mogą mu zazdrościć, zwłaszcza mniej śmiali. Lecz tych, którzy wykupili miejsce dla swojego samochodu, ale nie chcą tego pokazać, zrozumieć nie sposób. Czy to w jakimś stopniu odbiera im powagę, znaczenie, wolność? Może jest postrzegane, jako słabość, uległość. Może uznanie budzi postawa twardziela, który nic nie musi, któremu wszystko wolno? Gdy zostanie zatrzymany, zaczyna się awanturować, najpierw powołuje się na wpływy, potem przechodzi do ataku ad personam. Użyje, więc słów pełnych pogardy, które maja być skuteczne i bolesne? Jego zdaniem, niewątpliwie dobre będą te odnoszące się do wieku lżonego. Zwłaszcza, że napastnik jest przekonany o swojej nieprzemijalnej młodości. Wykrzykuje do mnie, biorąc rzecz w dużym skrócie, że jestem stary i przez to mniej rozumny. Gdy daję do zrozumienia, że lepiej będzie, gdy udam, że nie słyszę tych zaczepek, podnosi się temperatura obraźliwości i agresji. Dowiaduję się, że zajmuję miejsce młodym, powinienem siedzieć w domu i nie przeszkadzać. Potem, że chcę się podlizać przełożonym, bo to jest cecha „nowych” pracowników, zwłaszcza starych. Potem kilka innych zwrotów powszechnie uznawanych za obraźliwe. Usatysfakcjonowany odjeżdża. Jest coś zastanawiającego w dość powszechnej niechęci naszej społeczności, do ludzi starych. To paskudne przekonanie, że już swoje przeżyli i powinni ”namknąć się”, jak zabawnie mówią starzy Poznaniacy. No i starzy ulegają temu przekonaniu. Stąd miejsca publiczne zdominowane przez młodych, często bardzo zaborczych. Gastronomia szczególnie, zwłaszcza ta tańsza, na powietrzu. To całkowite przeciwieństwo zwyczajów społeczeństw starej Europy. Źle nam wróży na przyszłość. Brak respektu dla wiedzy, doświadczenia, odbija się, na jakości życia publicznego. Tu potrzebna jest interesowna, jeśli nie wynikająca z przyzwoitości, równowaga, skoro już nas nie stać na zwykły szacunek.

I tak od stróżówki doszliśmy do kwestii niemalże zasadniczych, może nawet narodowych. Jedno jest pewne, nigdy nie wiemy, kto siedzi w jakiejś budce i czy nie zajmiemy kiedyś jego miejsca. Chyba lepiej pokazać kartę parkingowa i nie prowokować uszczerbku na własnym wizerunku. To takie proste. A na marginesie, tradycyjny porządek i skrupulatność, przypisywane Poznaniakom i Wielkopolanom, odeszły chyba do lamusa.

JN


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *