Start » Historia » Czerwiec 1956

Czerwiec 1956

Wyświetlono 1 136 razy

 

 

Co pamiętam z tego okresu? Właśnie skończyłam 10 lat

 

Był piękny, letni dzień i w tym dniu mój dziadek ze strony ojca obchodził 50-lecie pracy jako kierownik ekspedycji towarowej na dworcu PKP w Luboniu. Było to wielkie święto na stacji Luboń, a w godzinach popołudniowych planowano wielkie przyjęcie w domu przy ul. Dworcowej (patrz: „WL” 10-2015, str. 41; dziś nie istnieje; obecnie środek ul. Dworcowej). Zjechała się też rodzina z Wierzbna (dzisiaj Lubuskie) i Brochowa (obecnie dzielnica Wrocławia). Od kilku tygodni w Puszczykówku przy dworcu PKP działała cukiernia p. Kostusiaka, wszystkich ogarniał szał jego wypieków. To był chyba pierwszy prywatny obiekt tego typu po drugiej wojnie w Polsce. Więc torty zamówiono i pojechałyśmy z kuzynką je odebrać. W domu poinstruowano nas, kiedy mamy pociąg powrotny. Szybko się uwinęłyśmy i zjawiłyśmy się na stacji długo przed czasem. Pociąg powrotny nadjechał dużo za wcześnie. Wyszedł kierownik i spytał, dokąd jedziemy, oznajmiając, że to ostatni skład do Poznania. Wsiadłyśmy. Panowała dziwna atmosfera. Podenerwowanie? Pociąg dojechał do Lubonia i stanął przed semaforami na wysokości dzisiejszego cmentarza komunalnego. Jako że z tego miejsca bliżej było nam do domu na Kolonii PZNF, więc wysiadłyśmy. Przed domami stały kobiety, niektóre płakały, słychać było odległe strzały, ktoś mówił, że pracownicy Chemicznych zostali zawróceni (dziś wiem przez kogo – dyrektora technicznego T. Krawczyka). W godzinach popołudniowych odbyło się przyjęcie. Wszystkie rozmowy skupiły się na Poznaniu – na tym, co się tam dzieje. Podsłuchiwałam te konwersacje dorosłych (w rodzinie uważano, że jestem najbardziej wścibska z dzieciaków).

W tym nastroju mijały dni. Któregoś z nich na Kolonię PZNF przyjechał samochód. Dzisiaj uważam, że był to dawny Lublin. Dzieciaki bawiły się w parku. Z samochodu panowie wołali: Dzieci, przywieźliśmy wam chleb bo, wasi rodzice walczą. Samochód był z Włocławka lub Torunia. Tak zapamiętałam.

Któregoś dnia w godzinach wieczornych na teren za dzisiejszym cmentarzem komunalnym przyjechało wojsko, które stacjonowało dość długo. Rozdali wspaniałe wojskowe suchary z kminkiem. Tak jak przyjechali, tak pewnego razu w godzinach wieczornych wyjechali.

Pamiętam, jak któregoś dnia udaliśmy się z rodzicami zobaczyć, co robi rodzina na ul. Mostowej w Poznaniu, tym bardziej, że wuj pracował w CRZZ (Centralna Rada Związków Zawodowych) na Kochanowskiego jako stróż. Był inwalidą wojennym I wojny. Na skrzyżowaniu ul. Mostowej i Marii Magdaleny, na narożniku szpitala dziecięcego, leżał rozwalony czołg (leżał tak przez kilka miesięcy). Rodzina była cała i zdrowa.

Życie wracało do normalności. Tylko na stronach ludzie dyskutowali o tym, co się wydarzyło.

Maria Kaczmarek

092 Kaczmarek Władysław (09) repro Dworcowa 05

W dniu, kiedy w Poznaniu trwał protest robotników (28 czerwca 1956 r.), w Luboniu Nikodem Kaczmarek (siedzi centralnie, 2. z prawej) obchodził 50-lecie pracy na kolei – pamiątkowe zdjęcie wykonane w nieinstniejącym już dziś domu w pobliżu dworca. W ostatnim rzędzie stoi z prawej jego syn Władysław Kaczmarek. U dołu – okolicznościowy dyplom N. Kaczmarka z podpisami kolegów i współpracowników, na którym widnieją daty 1906-1956


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *