Start » Historia » Gimnazjaliści w powstaniu styczniowym

Gimnazjaliści w powstaniu styczniowym

Wyświetlono 864 razy

Walki powstania 1863 r. przeszły do historycznych tradycji walk o odzyskanie niepodległej ojczyzny. Utworzony w Warszawie Komitet Centralny wyznaczył datę wybuchu powstania na 22, 23 stycznia. Rozkaz wydany dla przyszłych dowódców w terenie mówił o podjęciu walki z carskim zaborcą. W styczniową noc rozpoczęła się walka zbrojna, w wyniku, której stoczono 33 potyczki. Ta data wyznaczała nadzieję i zarazem trwogę o wynik powstania, a jednak podjęto walkę zbrojną. Ruszyło się niemal całe Królestwo, przy czym najsilniejszy odzew był na Podlasiu i w rejonie Gór Świętokrzyskich. Komitet Narodowy polecił wszcząć działania wszędzie tam, gdzie istniały dogodne ku temu warunki. W pierwszej dekadzie maja 1863 r. Wydział Wojny Rządu Narodowego przesłał do Poznania instrukcję dla głównego organizatora pomocy powstaniu w zaborze pruskim. W Wielkim Księstwie Poznańskim funkcję tę wyznaczono hr. Janowi Działyńskiemu – ziemianinowi spod poznańskiego Kórnika. Wielkopolanie, nie czekając na powstańcze odezwy z Warszawy, już w pierwszych tygodniach lutego przekraczali granicę zaboru prusko-rosyjskiego, by w walce zbrojnej walczyć z rosyjskim caratem.

Od wielu lat zajmuję się powstańczą tematyką, by pamięć o zrywie niepodległościowym wciąż trwała w pamięci naszych rodaków. Należy przypominać o czynach naszych ojców i dziadów, którzy w walce zbrojnej upatrywali niepodległości kraju. O powstańczych walkach 1863 r. napisano już wiele publikacji. Mało znane pozostają dla dzisiejszych badaczy poczynania uczniów dwóch Gimnazjów – w Trzemesznie i Poznaniu – w Wielkim Księstwie Poznańskim (Prusy zachodnie) – którzy nie bacząc na swój późniejszy los opuszczali mury szkolne, podążając na pola walki. Ci rówieśnicy dzisiejszych licealistów zapisali się chlubnie w wielu bitwach. Ich losy, dziś już zapomniane, pragnę przypomnieć czytelnikom „Wieści Lubońskich” i mieszkańcom miasta.

 

Ze szkoły na pole bitwy

Gdy walki powstańcze trwały już kilka tygodni ówczesny prezydent policji w Poznaniu – Edmund von Baerensprung – donosił władzom zwierzchnim, że nieustannie od połowy lutego trwa odpływ młodych ludzi z Poznania do Królestwa Polskiego. Większość z nich tworzyli pomocnicy handlowi, terminatorzy, rzemieślnicy oraz uczniowie szkolni. Gdy w mury Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu dotarła wieść o wybuchu walk w Królestwie, szkołę opuściło 17 uczniów, którzy wyszli z miasta bez zezwolenia policji i próbowali przedostać się przez granicę do oddziałów powstańczych. Jednym z nich był Roman May, którego późniejsze losy związały z Żabikowem.

Lata gimnazjalne May spędził w Poznaniu, w tym mieście bardzo żywe były jeszcze tradycje powstania listopadowego i Wiosny Ludów. Z jednej strony liczni weterani z wojny polsko-rosyjskiej 1792 r. przekonywali społeczeństwo o potrzebie nowego zrywu, a z drugiej niedawne powstanie z roku 1848 r. żyło jeszcze w pamięci ludzi starszych i działało silnie na wyobraźnię młodzieży. Romanowi Mayowi, podobnie jak wielu jego kolegom, te nastroje nie były obce. Poznał je uczestnicząc w różnych poczynaniach konspiracyjnych, zarówno w murach szkolnych, gdzie wśród uczniów krzewiły się uczucia narodowe, jak i w samym Poznaniu. Gdy przyszła wiadomość o wybuchu powstania styczniowego ci młodzi chłopcy, klasowi koledzy ukształtowani poglądami patriotycznymi, wyruszyli z Poznania ku granicy zaborów, kilku z nich posiadało już broń, toteż omijając patrole pruskie uciążliwą drogą, zimową porą, podążali ku granicy w powiecie wrzesińskim. Młodych ludzi prowadził nauczyciel tegoż gimnazjum, który nie bacząc na późniejsze represje, wiódł ich na powstańczy bój. Przekroczyli granicę w powiecie wrzesińskim. Niepostrzeżenie jednak już na terytorium zaboru rosyjskiego zaskoczyła tę niewielką grupę rosyjska konnica. Wywiązała się walka, w wyniku której schwytano kilku uczniów, a wśród zatrzymanych znalazł się 17-letni Roman May. Kilku dalszych uczestników tej wyprawy przedostało się do oddziałów powstańczych operujących na tym terenie, wśród nich był syn Maksymiliana Jackowskiego – Mieczysław, który tak jak ojciec również włączył się aktywnie w działania powstańcze, a po upadku powstania był przez wiele lat patronem Kółek Rolniczych w Wielkopolsce (gdy powstawało żabikowskie Kółko Rolnicze w 1877 r. przybył na jego otwarcie). Gdy Roman May przebywał w więzieniu, jego koledzy walczyli w powstańczych oddziałach. Mieczysław Jackowski wstąpił do szeregów powstańczych prawie w przededniu swej matury w poznańskim gimnazjum, podobnie jego klasowy kolega – Brzozowski, również pochodzący z Pomarzanowic. Razem przedostali się do oddziału dowodzonego przez Seyfrieda i brali udział w walkach pod Nową Wsią, Brdowem. Uszli z nich i przedostali się wraz z Henrykiem Jaraczewskim do obozu gen. Edmunda Taczanowskiego. Tam Mieczysław Jackowski zgłosił się do kapitana Witolda Turno, którego spotykał w majątku ziemskim u swych rodziców w Pomarzanowicach, i został przydzielony do grupy strzelców. 8 maja 1863 r. Taczanowski przyjął bitwę pod Ignacewem z przeważającymi siłami przeciwnika, która zakończyła się klęską dla powstańców. W niej to poległo kilku uczniów gimnazjalnych i wielu zostało rannych, wśród nich zginął Mieczysław Jackowski. Gdy wiadomość o śmierci Mieczysława dotarła do Poznania, dyrektor gimnazjum Niemiec Brennecke, uczcił wobec zebranych kolegów Jackowskiego pamięć niedoszłego maturzysty.

Roman May, po zwolnieniu z pruskiego aresztu, postanowił kontynuować naukę gimnazjalną, nie powrócił już na pola bitew. Powstanie nadal trwało. Nie mógł już się uczyć w Gimnazjum św. Marii Magdaleny, toteż kontynuował edukację w gimnazjum w Gnieźnie. Tu dowiedział się o bohaterskiej śmierci swego kolegi szkolnego Tupasińskiego, który w trakcie desperackiej obrony na pozycji strzeleckiej w bitwie ignacewskiej oddał za niepodległość ojczyzny swe młode życie. W tej bitwie do niewoli rosyjskiej dostał się również uczeń wyższej sekundy gimnazjum św. Marii Magdaleny – Mieczysław Neymann, pochodzący ze Środy Wielkopolskiej.

Losy 17. uczniów, którzy wyruszyli do powstania, pozostają do dziś mało znane. Represje pruskiej policji i władz Księstwa nie skłaniały tych wówczas młodych ludzi do wspomnień o ich udziale w walce niepodległościowej. W wolnej już Polsce, gdy większość tych dawnych uczniów już nie żyła, inni weterani styczniowego zrywu dali o nich świadectwo poświęcenia i prawdy. Sam dyrektor poznańskiego gimnazjum, po zakończeniu walk powstańczych w 1864 r,. bronił uczniów tegoż gimnazjum, podobnie jak z wyrozumiałością przyjął do grona nauczycielskiego ośmiu profesorów z rozwiązanego za udział młodzieży w powstaniu styczniowym, których aż 60. poszło do powstania, gimnazjum w Trzemesznie.

Po upadku powstania zapełniły się więzienia i posypały się różnego rodzaju kary na jego uczestników. Opinią kraju wstrząsnął wielki proces berliński wytoczony w 1864 r. Ten jednak umocnił Wielkopolan jakim było wskrzeszenie wolnej ojczyzny.

 

Losy młodego powstańca

Droga szkolna Romana Maya z gnieźnieńskiego gimnazjum wiodła do Królewskiego Gimnazjum w Głogowie, gdzie w 1869 r. złożył egzamin dojrzałości. W latach 1869 – 1874 odbył studia na Wydziale Filozoficzno-Przyrodniczym Uniwersytetu Wrocławskiego. W semestrze zimowym 1870 – 1871 został powołany do służby wojskowej, a po jej odbyciu dokończył przerwane studia. W tym czasie w latach 1869 – 1870 był aktywnym członkiem Towarzystwa Literacko- Słowiańskiego. W 1874 r. uzyskał stopień doktora chemii na podstawie rozprawy napisanej po niemiecku pt. „O pewnych sztucznych krzemieniach”. W 1874 r. był krótko asystentem wrocławskiego profesora F. J. Cohna, ale już jesienią tego samego roku rozpoczął praktykę jako nauczyciel pomocniczy w szkole rzemieślniczej w Legnicy, by po roku uczyć tzw. historii naturalnej – mineralogii i zoologii w Gimnazjum Realnym w Poznaniu (do 1876 r.). Ze szkolnictwa musiał jednak odejść za odmowę nauczania religii po niemiecku, do czego zmuszały władze pruskie po usunięciu księży katechetów. 18 października 1875 r. ożenił się z Heleną Martą Krotochwillówną, w 1876 urodziła się ich pierwsza córka Stefania i całą trójką pojechali do Freibergu pod Drezno. W tamtejszej fabryce chemicznej Roman May odbywał roczną praktykę zawodową. Po powrocie do Poznania, dzięki finansowemu poparciu swego teścia, Antoniego Krotochwilla, zakupił jesienią 1877 r. ziemię na Starołęce pod Poznaniem i rozpoczął budowę fabryki nawozów sztucznych. By dalej się kształcić, wyjechał niebawem na Kaukaz i Podole, obejrzeć tamtejsze kopalnie fosforytów i rozważyć możliwość sprowadzenia do swej fabryki tego surowca. Zawartość procentowa fosforu w tych kopalniach była jednak zbyt niska, pozostawała więc tylko możliwość sprowadzenia fosforytów tunezyjskich. W czerwcu 1878 r. ruszyła produkcja superfosfatu, nawozu poszukiwanego przez wielkopolskich rolników. Roman May, popierany przez polskich właścicieli ziemskich z powodzeniem konkurował z niemieckim przemysłem chemicznym. May działał wówczas bardzo aktywnie w licznych Towarzystwach – Technicznym, Przemysłowym i Pożyczkowym, jednocześnie był członkiem Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Został też kierownikiem Wydziału Technicznego Centralnego Towarzystwa Gospodarczego. W latach 1882 – 1884 był wykładowcą na kursach gorzelnianych po zamknięciu 1876 r. Wyższej Szkoły Rolniczej w Żabikowie, położonej przy ówczesnej drodze zwanej ulicą Kolejową, dziś noszącą nazwę Powstańców Wielkopolskich, której budynek, pozostając w rękach prywatnych, zachował się do czasów obecnych. W tymże budynku, opuszczonym już przez studentów, działała stacja meteorologiczna założona m.in. przez Romana Maya, jednak czas żabikowski Romana Maya, który w wyznaczone dni dojeżdżał do Żabikowa ze Starołęki, był krótki. W 1883 r. został kierownikiem zbiorów przyrodniczych Muzeum PTPN, które zresztą uporządkował. Od początku 1886 r. aż do śmierci był sekretarzem Wydziału Przyrodniczego Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Jako popularyzator wiedzy przyrodniczej często miał wykłady na zebraniach towarzystw i prelekcje publiczne dla społeczeństwa z dziedziny geologii, biologii i chemii. Roman May zmarł przedwcześnie, uległ niespodziewanemu atakowi paraliżu i zapaleniu płuc. Zmarł 2 kwietnia 1887 r. i został pochowany na cmentarzu Świętomarcińskim w Poznaniu.

W latach II wojny światowej niemiecki okupant zlikwidował dwie poznańskie nekropolie – Farną i Świętomarcińską, a szczątki zmarłych przeniesiono wówczas na cmentarz parafialny kościoła św. Trójcy na Dębcu i kościoła Zmartwychwstańców z Poznania na wspólny cmentarz znajdujący się przy ul. Samotnej, dziś wchodzący w granicę Świerczewa. Tam też, poszukując grobów weteranów walk niepodległościowych, odnalazłem pod koniec lat 60. XX wieku mogiły Romana Maya, jego żony Heleny (ur. 1856, zm. 1934) i ich syna Kazimierza (ur. 1880 – 1915) – oficera armii pruskiej poległego pod Rawą Ruską. Dopiero pod koniec lat 80. minionego stulecia przeniesiono szczątki tej rodziny na Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan w Poznaniu.

Oprócz syna Kazimierza Mayowie mieli 4 córki: Stefanię, Halinę, Stanisławę i Romę. Stanisława została żoną prezydenta Poznania, Cyryla Ratajskiego. Dzieło życia Romana Maya kontynuowała dalej rodzina. W 1917 r. jej staraniem powstał fundusz im. Dr. Romana Maya, którego odsetki przeznaczono na utrzymanie zbiorów przyrodniczych Muzeum PTPN. Z początkiem roku 1919 fabryka prywatna przekształciła się w spółkę akcyjną, która w 1920 r. wykupiła duże niemieckie konkurencyjne zakłady chemiczne w Luboniu pod Poznaniem, obecnie działające pod nazwą Luvena.

Roman May – chemik mineralog, dr. chemii, przemysłowiec, pionier przemysłu chemicznego w Wielkopolsce, działacz społeczny i popularyzator wiedzy, dobrze zasłużył się Wielkopolsce i rozsławił imię swego rodzinnego miasta Szamotuł, które upamiętniło go jedną z ulic.

Również Rada Miejska Lubonia pod przewodnictwem Zdzisława Szafrańskiego i burmistrza Włodzimierza Kaczmarka na początku lat 90. XX wieku nadała nazwę niewielkiej ulicy Romana Maya znajdującej się przy dawnych Zakładach Nawozów Fosforowych w Luboniu.

Po latach walki o niepodległość ci dawni bojownicy, już w dobie zaborów, po klęskach powstańczych stawali się częścią narodowej legendy.

Ryszard Jaruszkiewicz

regionalista

 

Źródła: „Przechadzki po Poznaniu lat międzywojennych” – Zbigniew Zakrzewski, PWN Warszawa – Poznań 1983; „Szamotulanie znani i mniej znani” – Romuald Krygier, Towarzystwo Kultury Ziemi Szamotulskiej – Szamotuły 1992; „Wielkopolanie w Kulturze Polskiej” –

Zbigniew Zakrzewski, Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu – Poznań 1992; „W dziewiętnastowiecznym Poznaniu” – Maria i Lech Trzeciakowscy, Wydawnictwo Poznańskie – Poznań 1982; „W Poznaniu i wokół niego. Wspomnienia poznańskiego lekarza” – Tadeusz Szulc, Wydawnictwo Miejskie – Poznań 1995; „Żabikowo. Dzieje wsi i fundacji Augusta Cieszkowskiego” – Stanisław Malepszak, Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe „Forum Lubońskie” – Luboń 1999


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *