Start » Historia » Historia w kilogramie ołowiu

Historia w kilogramie ołowiu

Wyświetlono 1 243 razy

244 plomby 29 fPPR 245 plomby 18 fPPR252 plomby 08 fPPR249 plomby 10 fPPR

W latach 90. ubiegłego wieku, w obrębie naszego miasta uprawiano jeszcze wiele pól należących kiedyś do poszczególnych osad, z których powstał Luboń. Na polach tych znajdowano często ołowiane krążki z mniej lub bardziej czytelnymi znakami graficznymi. Te niepozorne, małe przedmioty były kiedyś gwarantem nienaruszalności przesyłek wędrujących między wsiami, miastami, a często i państwami. Nadający przesyłkę, nie towarzysząc jej w drodze, chciał mieć pewność, że nikt nie będzie zaglądał, ani nie przywłaszczy sobie żadnej rzeczy wchodzącej w jej skład. Dlatego też na przesyłkach umieszczano plomby. Sposób takiego zabezpieczenia znany jest od dawna. W zależności od czasu i miejsca różny był materiał, w którym odciskano znak nadawcy. Były plomby z gliny, laku, gipsu lub ołowiu. Różne też były znaki odciśnięte na tych plombach. Począwszy od znaków, jakimi posługiwali się panujący, poprzez herby rodowe, herby miast, znaki kupieckie i rzemieślnicze. Korespondencję i małe przesyłki dostarczali konno posłańcy, większe wozy konne.

Za panowania pierwszych władców w Polsce dla ich potrzeb istniał system usług znany powodem. Zobowiązywał lokalnych przedstawicieli władzy (sołtysów, burmistrzów lub ławników) do utrzymania specjalnych pomieszczeń i dostarczania koni dla posłańców królewskich. Rycerstwo było z kolei zobowiązane do obstawy przy przewozie wartościowych przesyłek.

Na przełomie XIII i XIV wieku w Polsce ustalono i spisano zasady przewozu korespondencji i rzeczy oraz zakres odpowiedzialności za powierzone mienie. W XVI wieku w Europie zaczęły kursować według ustalonego planu dyliżansy. Przewoziły podróżnych, korespondencję i różne towary. W Polsce pierwsze stałe połączenie Poczty Królewskiej między Krakowem a Wenecją przez Wiedeń założył król Zygmunt August w 1558 r. W 1562 r. przywilej korzystania z usług poczty na tej trasie otrzymały osoby prywatne, a instytucja ta zmieniła nazwę na „Poczta Polska”. Zwrot „poczta” wywodzi się z łacińskiej nazwy „mutatio postia”, oznaczającej stację wymiany koni z czasów Cesarstwa Rzymskiego. W XVI wieku został zapożyczony do języka polskiego wyraz „posta”.

Jednak to nie królowie, ale kupujący przyczynili się najbardziej do rozwoju poczty. Początkowo za pomocą wozów konnych, później korzystając z udogodnień, jakie niosły powstające linie kolejowe, przesyłali towary między wsią a rozwijającymi się miastami.

Z miejskich zakładów trafiły na wieś wszystkie nowości techniczne. Dzisiaj większość tych zakładów już nie istnieje. Uległy zniszczeniom podczas jednej czy drugiej wojny. Niektóre młyny spłonęły, inne są już dawno nieczynne. O tym, że kiedyś istniały, mówią nam te ołowiane maleństwa. Po spełnieniu swej roli wyrzucano je, dzisiaj możemy z nich odczytać naprawdę wiele informacji historycznych. Tak niedoceniana jeszcze do niedawna plomba zaczyna być obiektem zainteresowania wielu kolekcjonerów. Nam te maleństwa mówią, z kim handlowali dawni mieszkańcy dzisiejszego Lubonia i z jakich miast docierała tu poczta. Na plombach z reguły jest jeszcze jedna ważna informacja – data. Mamy więc trzy ważne wiadomości – skąd, od kogo i kiedy.

Kilkanaście lat temu, gdy starałem się katalogować plomby z terenu Lubonia, nie posiadałem tak zaawansowanego aparatu fotograficznego, by robić czytelne zdjęcia plomb, więc została zabawa w ręczne rysowanie szkiców. Sam się z tego śmieję wspominając, ile czasu zajmowało przewracanie stron starych gazet w poszukiwaniu reklam firm odciśniętych na tych plombach. Przeglądanie starych kolejowych rozkładów jazdy i wielkie święto, gdy mogłem skserować poznański rozkład z 1908-1909 r. Obejmował on obszar Polski pod zaborem pruskim, lecz były w nim nazwy miejscowości w języku polskim i niemieckim.

W erze wszechobecnego Internetu wystarczy wpisać w wyszukiwarce nazwę firmy lub właściciela, miejscowość z polską lub niemiecką nazwą, a otrzymamy często wiele interesujących nas informacji. Te wiadomości to jednak nie dotyk czarodziejskiej różdżki ani magia komputerowego przycisku. To efekt pracy wielu ludzi, godzinami przesiadujących w archiwach, żmudne studiowanie starych dokumentów i gazet. To dzięki pracy tych pasjonatów, którzy dzielą się z nami swą wiedzą na temat ich lokalnej historii, ja dopiero teraz mogę opisać wiele z tych plomb. Dziękuję za to tym wszystkim, którzy sprawili, że lubońskie plomby będą mogły opowiadać o Waszej i Naszej historii.

Romuald Komischke


Więcej artykułów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *