Start » Co nowego » Urzędniczy bełkot

Urzędniczy bełkot

Wyświetlono 1 670 razy

UML_list

 

Radny Jakub Bielawski wystąpił w lipcu z wnioskiem o „poprawę jakości treści dokumentów tworzonych w Urzędzie Miasta Luboń”. Sprawa wydawałaby się banalna i niegodna poświęcenia jej uwagi, gdyby nie fakt, że o zmianę tak zwanego języka urzędniczego postulują także państwowe urzędy i instytucje. W akcję od kilku lat zaangażowana jest Rada Języka Polskiego czy Rzecznik Praw Obywatelskich. Ruszyła nawet kampania społeczna Język Urzędowy Przyjazny Obywatelom, zainicjowana m.in. właśnie przez te instytucje, a propozycje współpracy przyjął Senat Rzeczypospolitej Polskiej, Szef Służby Cywilnej, Narodowe Centrum Kultury i Fundacja Języka Polskiego. Pod koniec 2012 r. zorganizowano nawet w Senacie dwudniowy Kongres Języka Urzędniczego.

Dlaczego sprawie nadaje się aż taką rangę? Otóż, według wyliczeń biura Rzecznika Praw Obywatelskich – jak można przeczytać na stronie internetowej tvn24 – co trzecia skarga na działanie władz, która została wysłana na podstawie treści urzędowego pisma, wynika nie z rzeczywistej krzywdy obywatela, ale z niezrozumienia języka, jakim został napisany dokument. Jeśli zatem spojrzeć na wniosek radnego Jakuba Bielawskiego z tej strony, sprawa już nie wydaje się tak błaha.

Odpowiedź Urzędu Miasta Luboń pojawiła się 1 września br. i wyjaśnia m.in., że urzędnikom zalecana jest lektura poradników: „Komunikacja pisemna. Rekomendacja”, „Jak pisać zrozumiale” i „Redagowanie pism urzędowych”. Ponadto można w niej przeczytać, że przypomniano wszystkim pracownikom o obowiązku włączania i korzystania z funkcji sprawdzania pisowni w edytorach tekstu. Duża ilość literówek, powtórzeń (rzadziej) błędów ortograficznych, czyli pomyłek powstających z pośpiechu w pisaniu (przepisywaniu), może być łatwo w ten sposób wyeliminowanych.

Podpowiadamy zatem, że jako petenci jesteśmy skłonni wybaczyć błąd językowy, literówki, powtórzenia, a nawet błąd ortograficzny, ale tego, co eksperci nazywają „bełkotem urzędniczym” już nie. Chodzi po prostu o niepotrzebne używanie w pismach urzędniczych zwrotów, których poza językiem urzędowym sami urzędnicy nie stosują (zawarto je nawet w odpowiedzi na wniosek radnego). Przykład? Świetny można znaleźć na stronie internetowej „Gazety Prawnej”, która razem z Rzecznikiem Praw Obywatelskich prowadziła akcję „Pisać po ludzku”. Zamieściła fragment pisma jednego z ministerstw, po czym ten sam tekst – przetłumaczony na ludzki język: „Ustawa o dowodach przewiduje dodatkową przestrzeń do implementacji funkcjonalności związanych z kartą ubezpieczenia zdrowotnego, tj. dokonywania potwierdzenia wykonania świadczenia oraz potwierdzenia uprawnień do korzystania ze świadczeń. (…) Zadaniem NFZ będzie jedynie przygotowanie dedykowanej aplikacji instalowanej na karcie”. Bardziej zrozumiale byłoby tak: „Ustawa o dowodach przewiduje możliwość dodania funkcji do elektronicznego dowodu osobistego, która pozwoli mu pełnić także rolę karty ubezpieczenia zdrowotnego. Dowód z chipem mógłby służyć do potwierdzania, czy pacjent ma ważne ubezpieczenie zdrowotne, oraz do rejestracji wykonanych przez lekarza świadczeń. (…) Zadaniem NFZ będzie jedynie przygotowanie specjalnego programu, który pozwoli na działanie opisanych powyżej funkcji”.

Sugerujemy, by pisać tak, jakby się do kogoś mówiło. Można przecież napisać zwyczajnie, że „pieniądze skończyły się” albo po prostu „nie ma już pieniędzy”, zamiast: „w związku z faktem wyczerpania się funduszy” (choć nawet w tej formułce wystarczyłoby napisać: „w związku z wyczerpaniem funduszy”, bo czyż to nie oczywiste, że to fakt?). Nie używać zbyt wielu rzeczowników, jeśli nie są naprawdę niezbędne. Dzielić długie zdania (im są krótsze, tym lepsze – nie odwrotnie!) i pamiętać, że pisze się do konkretnej osoby czy grupy osób. Czasami warto je sobie wyobrazić. Ale najważniejsze, to posługiwać się wyobraźnią i zdrowym rozsądkiem, bo czyż urzędnik powiedziałby do córki: „Z uwagi na fakt pozostania dłużej w pracy, gdyż wielość zagadnień wygenerowała konieczność pracy w ilości godzin nadliczbowych, uprasza się o zorganizowanie możliwości żywienia w naszym domu, celem nie zagłodzenia jego członków, pozostających od rana w oczekiwaniu na gorący posiłek”, mając na myśli: „Kasiu ugotuj obiad, bo wrócę później z pracy”?

(mtm)

 

Przykład

W odpowiedzi na jedną z interpelacji burmistrz podaje np. : „PKP nadal nie uregulowały stanu terenowo-prawnego tej ulicy”. Co może oznaczać stan terenowo-prawny? Przy odpowiedniej interpretacji – właściwie wszystko. Każda ulica ma wiele kontekstów formalnych, a więc prawnych, można by tu wymieniać dziesiątki różnych dokumentów. Każda ulica ma także rzeczywiste odbicie w terenie i, jeśli ono też nie jest uregulowane, to w Luboniu może również oznaczać, że jej w ogóle nie ma (np. ul. Cyryla Ratajskiego).


Więcej artykułów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *